Przypomnijmy. Minister kultury Marta Cienkowska podpisała nowelizację rozporządzenia o opłatach reprograficznych. Od teraz smartfony, tablety, laptopy i telewizory objęte są jednoprocentową opłatą od ceny netto urządzenia.
Oburzenia nie kryje Konfederacja z Zamościa:
- Szacowane wpływy: 150-200 milionów złotych rocznie – tyle wydrenuje z naszych kieszeni ekipa Tuska! Przy smartfonie za 3 000 złotych - 30 złotych dopłaty. Przy laptopie za 5 000 - 50 złotych. Formalnie płaci importer lub producent. W praktyce - Ty, przy kasie. I tu zaczyna się najciekawsze. Pieniądze nie trafiają do twórców. Trafiają do organizacji zbiorowego zarządzania - ZAiKS, ZPAV, STOART i kilku innych podmiotów, które zbierają środki i dzielą według własnego uznania. To, czy artyści będą partycypować w tym podatku zależeć może w praktyce od prywatnych koneksji. Abstrahując od tego, że żaden artysta nie powinien dostawać dodatkowych środków ponad to, co może zarobić na rynku. Do tego logika całego mechanizmu pochodzi z 1994 roku. Dziś większość ludzi słucha muzyki na Spotify, ogląda filmy na Netfliksie, czyta e-booki na abonamencie. Nie kopiują niczego. Płacą comiesięczne tantiemy. A teraz zapłacą jeszcze opłatę reprograficzną za telefon - bo ktoś gdzieś może coś skopiować. Tymczasem Google zbudował wyszukiwarkę na cudzych treściach. Platformy AI trenują modele na milionach książek i artykułów bez grosza rekompensaty. Ci naprawdę korzystają z twórczości bez płacenia - i w całej debacie o opłacie reprograficznej nie padło ich imię ani razu. Ale zwykłych ludzi łatwiej ruszyć niż cyfrowych gigantów. Przynajmniej, gdy rządzą nami partacze… - komentuje Piotr Zduńczyk, lider Konfederacji na Zamojszczyźnie.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.