Przypomnijmy, chodzi o budzący spore kontrowersje pomysł upamiętnienia rodowitej Zamościanki - Róży Luksemburg. Dla jednych znanej i wybitnej mieszkanki, dla innych (środowiska prawicowe i patriotyczne) raczej to zdecydowanie skandal, bo w ich ocenie Róża Luksemburg była gorącą przeciwniczką odzyskania przez Polskę niepodległości.
- Petycję "Stop komunistom w Zamościu" podpisało 1400 osób. Liczę, że ostatecznie prezydent miasta opamięta się i nie będzie ulegał środowiskom skrajnej lewicy, która z barbarzyńców chce zrobić bohaterów ruchu robotniczego - mówi Piotr Zduńczyk z Konfederacji w Zamościu.
Największa petycja polityczna ostatnich pięciu lat
Petycja jest dostępna na stronie
stopkomunistomwzamosciu.pl. Jak podkreślają inicjatorzy, osiągnęła ona najwyższy wynik spośród petycji o charakterze politycznym w Zamościu w ciągu ostatnich pięciu lat przewyższając zeszłoroczną akcję przeciwko utworzeniu Centrum Integracji Imigrantów, która - zdaniem przedstawicieli Konfederacji - przyczyniła się do przyspieszonego zamknięcia placówki o dwa lata.
Przedmiot sporu - tablica Róży Luksemburg
Akcja dotyczy planów ponownego umieszczenia tablicy pamiątkowej poświęconej Róży Luksemburg, usuniętej w 2018 roku w ramach ustawy dekomunizacyjnej. Władze miasta wcześniej informowały o zamiarze jej przywrócenia po uzyskaniu zgody konserwatora zabytków. Rzecznik prasowy prezydenta Jacek Bełz wskazywał na taki scenariusz. Później jednak prezydent Zwolak napisał na swoim profilu Facebookowym, że doniesienia o montażu tablicy to plotki rozpowszechniane przez wrogie mu środowiska, a jej umieszczenie jest obecnie niemożliwe ze względu na planowany remont elewacji budynku przy ul. Staszica 37.
Argumenty organizatorów petycji
Inicjatywę koordynował Piotr Zduńczyk, wiceprezes Ruchu Narodowego na Lubelszczyźnie i lider struktur Konfederacji na Zamojszczyźnie. W konferencji wzięli udział także Adam Olejniczak, pełnomocnik Ruchu Narodowego w Zamościu, oraz Oskar Leszczyński z Młodzieży Wszechpolskiej.
Adam Olejniczak podkreślił rekordową liczbę podpisów i wskazał na wcześniejsze deklaracje urzędników. Jak stwierdził, władze miasta początkowo zapowiadały powrót tablicy po zgodzie konserwatora, bez wzmianki o remkncie, co jego zdaniem sugeruje, że obecne wyjaśnienia pojawiły się dopiero pod presją społeczną i organizacji patriotycznych:
- Władze miasta ugięły się pod presją społeczną i organizacji patriotycznych, rzekomo tłumacząc to remontem kamienicy, na której nie można z tego względu powiesić tablicy. Jednak rzecznik prezydenta pod koniec miesiąca jasno mówił, że tablica będzie powieszona, czekamy tylko na zgodę konserwatora – nic o remoncie wtedy nie było mowy - tłumaczył.
Piotr Zduńczyk argumentował, że Róża Luksemburg, choć urodziła się w Zamościu, spędziła tu jedynie wczesne dzieciństwo i nie miała znaczącego związku z miastem ani z Polską. Podkreślał, że była ona współzałożycielką Komunistycznej Partii Niemiec i wrogiem polskiej niepodległości. Zwrócił uwagę na jej rolę w komunistycznej rewolcie w Berlinie w 1919 roku:
-Gdyby komunistom udało się przejąć władzę siłą w Berlinie, nie byłoby niepodległości Polski w 1920 roku – Błękitna Armia generała Hallera nie przeszłaby przez Niemcy, transporty broni od aliantów nie dotarłyby do Polski, która posłużyła do powstrzymania bolszewickiego najazdu na wschodzie. Nie istnieje demokratyczny komunizm, to mit! - mówi.
Wątpliwości wobec wyjaśnień ratusza
Uczestnicy konferencji wyrażali sceptycyzm wobec wersji o remoncie jako przeszkodzie technicznej. Wskazywali na wcześniejsze publiczne deklaracje, w tym zapowiedzi niemieckiej Fundacji im. Róży Luksemburg dotyczącej konkretnego terminu i miejsca odsłonięcia tablicy (ul. Staszica 37), a także słowa przedstawicieli prezydenta o powrocie tablicy po zgodzie konserwatora - bez odniesienia do remontu. Zapowiedzieli dalsze monitorowanie sprawy.
Petycja pozostaje otwarta do podpisywania online. Do chwili obecnej władze miasta nie wydały oficjalnego stanowiska w odpowiedzi na przekazany dokument.
Co oznacza sama petycja? To przede wszystkim narzędzie nacisku politycznego i społecznego, które ma zmusić władze miasta do konfrontacji z opinią publiczną. Pod względem czysto prawnym nie jest ona wiążącym dokumentem, którego prezydent musi słuchać.
W praktyce 1400 podpisów stanowi wyraźny sygnał, że decyzja o przywróceniu tablicy przestała być jedynie kwestią administracyjną czy historyczną, a stała się palącym konfliktem wizerunkowym. Dla prezydenta Rafała Zwolaka taka petycja oznacza konieczność wyważenia racji. Z jednej strony ma do czynienia z twardym oporem części mieszkańców i środowisk patriotycznych wspieranych przez IPN, a z drugiej z oczekiwaniami środowisk lewicowych i fundacji.
Całkiem pokaźna liczba podpisów zebranych w krótkim czasie daje prezydentowi bezpieczny „argument polityczny” do wycofania się z kontrowersyjnych planów bez narażania się na zarzuty o złą wolę, ponieważ może uzasadnić zmianę decyzji uszanowaniem głosu wspólnoty lokalnej.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.