reklama

Od urzędnika do komendanta zamojskiego podziemia

Opublikowano:
Autor:

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Z ZamościaEdward Harczuk był jednym z mieszkańców Zamościa, których życie przed wojną układało się zwyczajnie: zdobył wykształcenie, pracował, założył rodzinę i angażował się w życie miasta. Wszystko zmienił wrzesień 1939 roku. W czasie okupacji włączył się do działalności konspiracyjnej, a jego dalsze losy stały się częścią tragicznej historii zamojskiego podziemia.
reklama

Dzieciństwo na Majdanie

Edward Harczuk urodził się 9 października 1908 roku na Majdanie (obecnie dzielnica Zamościa). Był synem Józefa Harczuka i Wiktorii z Ciuraszkiewiczów. Miał starszego przyrodniego brata Michała oraz siostrę Bronisławę.

Dorastał w rodzinie, która nie należała do zamożnych. Rodzina posiadała około czterech hektarów ziemi. To właśnie z nią wiąże się jedno z najbardziej wymownych rodzinnych wspomnień o Edwardzie. Jego siostrzenica po latach opowiadała:

„Mieli około 4 ha ziemi. Dziadek połowę sprzedał, aby wykształcić mojego wujka Edka (Harczuka). Został urzędnikiem Urzędu Skarbowego.”

Było to ogromne wyrzeczenie. Sprzedać połowę niewielkiego gospodarstwa, aby jedno z dzieci mogło zdobyć wykształcenie, oznaczało dla rodziny prawdziwą inwestycję w przyszłość. Edward otrzymał szansę, której nie chciał zmarnować.

reklama

W 1929 roku zdał maturę w Państwowym Gimnazjum im. Hetmana Jana Zamoyskiego w Zamościu. Zanim rozpoczął studia, odbył służbę wojskową w Szkole Podchorążych Rezerwy we Włodzimierzu Wołyńskim. Po jej ukończeniu został przeniesiony do rezerwy.

Między pracą, studiami i rodziną

W 1931 roku Edward Harczuk rozpoczął studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Wybrał Wydział Prawa i Nauk Ekonomiczno-Społecznych, kształcąc się w grupie ekonomicznej.

Nie był jednak typem studenta, który wszystko podporządkowywał nauce. Jednocześnie pracował jako urzędnik w Urzędzie Skarbowym w Zamościu. W czasie studiów działał też w Lidze Morskiej i Kolonialnej.

Codzienność wymagała od niego ogromnego wysiłku. Studia w Lublinie, praca w odległym Zamościu i życie rodzinne oznaczały ciągłe podróże oraz konieczność godzenia obowiązków, których dla jednego człowieka było zbyt duże. Przeciążenie musiało być poważne. Przynajmniej raz młody urzędnik zwrócił się do władz uczelni z prośbą o roczny urlop od studiów. Nie otrzymał jednak zgody.

reklama

Mimo trudności nie zrezygnował.

W 1938 roku złożył pracę magisterską pod tytułem:„Bilans handlowy Polski za ostatnie dziesięciolecie”.

Mąż i ojciec

Pod koniec 1936 roku Edward Harczuk ożenił się z Walerią Jadwigą Stojak, nauczycielką. Małżeństwo miało dwie córki: Ewę, która zmarła w niemowlęctwie, oraz Krystynę.

Życie Edwarda zaczynało nabierać stabilności. Miał wykształcenie, pracę i rodzinę. Był urzędnikiem, człowiekiem dobrze znanym w swoim środowisku. W 1939 roku został wybrany do Rady Miejskiej Zamościa z ramienia O.Z.N.

Wydawało się, że przyszłość stoi przed nim otworem.

Nie wiedział jeszcze, że za kilka miesięcy całe jego życie, podobnie jak życie milionów Polaków, zostanie brutalnie przerwane przez wojnę.

Wrzesień 1939

reklama

Po wybuchu II wojny światowej Edward Harczuk został powołany jako porucznik rezerwy 3 Pułku Artylerii Lekkiej. Wziął udział w kampanii wrześniowej.

Dla niego klęska nie oznaczała końca walki.

Po wkroczeniu Niemców do Zamościa dawny porządek przestał istnieć. Rozpoczęły się represje, terror, aresztowania i systematyczne niszczenie polskiego życia społecznego. Szczególnym celem okupanta stała się inteligencja oraz ludzie zdolni organizować opór.

Edward Harczuk zdecydował się wejść do konspiracji. Przyjął pseudonim „Marek”.

„Marek” – komendant konspiracyjnego Zamościa

Harczuk zaangażował się w działalność Związku Walki Zbrojnej. Nie był szeregowym członkiem organizacji. Stopniowo znalazł się wśród ludzi odpowiedzialnych za funkcjonowanie zamojskich struktur podziemia.

reklama

Na przełomie 1941 i 1942 roku został drugim komendantem ZWZ miasta Zamościa. W dokumentacji dotyczącej jego działalności konspiracyjnej wskazano również, że pełnił następnie funkcję komendanta miasta Zamość i Rejonu I, a później inspektora Służby Ochrony Powstania w komendzie Obwodu Zamość ZWZ-AK.

Była to funkcja niezwykle odpowiedzialna i zarazem śmiertelnie niebezpieczna. Konspiracja wymagała tworzenia sieci kontaktów, organizowania łączności, zachowania zasad bezpieczeństwa i nieustannej czujności. Każdy człowiek mógł zostać aresztowany. Każde spotkanie mogło być obserwowane. Każda zdrada mogła doprowadzić do śmierci wielu osób.

Harczuk organizował działalność konspiracyjną w mieście, utrzymywał kontakty z ludźmi odpowiedzialnymi za kolejne ogniwa podziemia i należał do najbardziej zaufanych oficerów zamojskiej organizacji.

Jedną z osób pozostających z nim w bezpośrednim kontakcie była Waleria Mazurkiewicz „Grażyna”, pełniąca funkcję łączniczki komendanta miasta. Co znamienne, pracowała ona razem z Edwardem Harczukiem w Urzędzie Skarbowym.

Okupacyjna codzienność wymagała więc życia na dwóch poziomach. Za dnia można było być urzędnikiem wykonującym zwykłe obowiązki. W rzeczywistości jednak pod pozorami normalności istniał drugi świat – świat pseudonimów, tajnych spotkań, grypsów, rozkazów i ludzi, którzy każdego dnia ryzykowali życie.

Edward Harczuk należał do tego świata.

I znalazł się w nim w chwili, gdy nad zamojską konspiracją zawisło śmiertelne niebezpieczeństwo.

Zdrada „Wismana”

Na przełomie 1941 i 1942 roku struktury zamojskiego ZWZ zostały dotknięte jedną z najpoważniejszych wsyp. Agent Gestapo działający pod pseudonimem „Wisman” przekazał Niemcom informacje dotyczące ludzi i struktur konspiracyjnych.

Rozpoczęła się fala aresztowań.

Dla podziemia zdrada była szczególnie niebezpieczna. Konspiracja opierała się na zaufaniu, a człowiek, który znał nazwiska, miejsca kontaktowe i organizacyjne zależności, mógł doprowadzić Niemców do kolejnych osób.

Edward Harczuk nie opuścił Zamościa.

Mimo narastającego zagrożenia pozostał na miejscu. W relacjach dotyczących tamtych wydarzeń zapamiętano go jako człowieka wyjątkowo odpornego i odważnego.

Gestapo aresztowało również jego. Został zatrzymany w wyniku denuncjacji Zygmunta Sztuki ps. „Wisman”.

Według relacji żony Harczuka, Jadwigi (Dziennik Związkowy, nr 45-46 i 48-49, 1990 r.), 20 marca 1942 roku rozmawiała ona wieczorem z mężem o konieczności ponownego spania poza domem. Była jednak już godzina policyjna, więc postanowili zostać w mieszkaniu. W nocy Jadwiga usłyszała samochody zatrzymujące się przed domem. Niemcy otoczyli go i zaczęli dobijać się do drzwi.

Otworzył im Józef Bieluszko, który od kilku tygodni mieszkał u Harczuków. Przy drzwiach stało łóżeczko dwuletniej córki Krystyny, a po jego odsunięciu do mieszkania wtargnęło pięciu gestapowców.

Niemcy kazali Harczukowi się ubrać. Gdy Jadwiga zapytała, dlaczego go zabierają, jeden z gestapowców odpowiedział z szyderczym uśmiechem:

„Kto mieczem wojuje, od miecza ginie”.

W kuchni zatrzymali również Bieluszkę i kazali mu się ubrać „do wyjaśnienia”. Jeden z gestapowców oparł rękę o ścianę i coś skreślał z kartki, prawdopodobnie nazwisko Harczuka jako już aresztowanego.

Aresztowanie

Po zatrzymaniu Edward Harczuk trafił do aresztu w siedzibie zamojskiego Gestapo przy ulicy Stefana Żeromskiego. Aresztowanych rozdzielano i zamykano w osobnych celach.

W jednej z relacji Henryk Malinowski wspominał, że znalazł się w celi razem z Harczukiem. Niemcy rozpoczęli przesłuchania niemal natychmiast. Niektórych więźniów zabierano jeszcze tej samej nocy.

Nad ranem przyszli również po „Marka”.

Zabrał go gestapowiec Mazurek – człowiek, który znał Edwarda osobiście.Ten szczegół nadaje tej scenie szczególnie dramatyczny wymiar. Harczuk nie był dla swojego oprawcy anonimowym więźniem. Był człowiekiem, którego znał sprzed aresztowania.

Rozpoczęło się śledztwo.

Aresztowani spędzili w piwnicach Gestapo siedem dni. Przesłuchania były brutalne. Edward Harczuk został ciężko pobity. Między innymi Niemcy zadali mu poważne obrażenia głowy. Widoczne jest to na zdjęciu zrobionym później w obozie koncentracyjnym Auschwitz. Według relacji zachował jednak ogromną odporność psychiczną i fizyczną.

Dla człowieka zajmującego tak ważne miejsce w organizacji każde przesłuchanie miało dodatkowy wymiar. Nie chodziło tylko o jego własne życie. Od tego, co powie lub czego nie powie, mogło zależeć życie dziesiątek innych ludzi.

Spotkanie bez słów

Po tygodniu przesłuchań, 2 kwietnia 1942 roku, Edward Harczuk został umieszczony w więzieniu przy ulicy Okrzei w Zamościu.

Żona Edwarda Harczuka wiedziała, że jej mąż znajduje się w rękach Gestapo. Chodziła po ulicach, mając nadzieję, że może uda jej się go zobaczyć choćby podczas transportu więźnia.

I rzeczywiście, tak się stało.

Około południa stała przy ulicy Żeromskiego, gdy nadjechała bryczka. Wieziono na niej Edwarda Harczuka i Rybińskiego. Przed więźniami znajdowało się dwóch gestapowców uzbrojonych w automaty.

Jadwiga zobaczyła męża. On zobaczył ją.

Ale kiedy mijali się na ulicy, zachowali się tak, jakby byli sobie zupełnie obcy.

Nie było słów. Nie było gestu. Nie było pożegnania.

W okupacyjnym mieście, pod okiem uzbrojonych Niemców, nawet jedno spojrzenie mogło być wszystkim, na co mogli sobie pozwolić.Wtedy widzieli się po raz ostatni.

Więzień, który nadal był komendantem

Po przewiezieniu do więzienia Edward Harczuk przez kilka dni przebywał w izolatce. W więzieniu przy ulicy Okrzei pozostawał do 15 lipca 1942 roku. Żona dowiedziała się, że został bardzo ciężko pobity.

W świecie okupacyjnego terroru wiadomość o miejscu pobytu aresztowanego była bezcenna. Więźniowie mogli zniknąć bez śladu. Tymczasem w zamojskim więzieniu istniała, mimo ogromnego ryzyka, sieć pomocy tworzona przez rodziny, współwięźniów, konspiratorów i niektórych polskich strażników.

Przemycano żywność, lekarstwa i grypsy.

Edward Harczuk również utrzymywał kontakt z organizacją.

Jeden z najbardziej wymownych epizodów dotyczy dokumentacji konspiracyjnej. W grypsie przekazanym za pośrednictwem żony, „Marek” polecił zabezpieczyć dokumenty ukryte w blaszanym pudełku i przekazać je Janowi Grygielowi „Rafałowi”, swojemu zastępcy.

Był więźniem. Wiedział, że może zostać rozstrzelany, wywieziony lub zamordowany. Miał za sobą brutalne przesłuchania.

A mimo to nadal myślał o organizacji i o niepodległości Polski.

To właśnie ten moment najlepiej pokazuje, jakim człowiekiem był Edward Harczuk. Aresztowanie nie sprawiło, że przestał czuć się odpowiedzialny za ludzi, z którymi działał. Do końca próbował wykonywać obowiązki wynikające z funkcji, którą wcześniej przyjął.

Z Zamościa do Lublina

Więźniowie związani ze sprawą zamojskiej konspiracji byli następnie przenoszeni pomiędzy kolejnymi więzieniami.

Edward Harczuk 15 lipca 1942 roku został przeniesiony do więzienia na Zamku Lubelskim w Lublinie, gdzie osadzono go na oddziale IV. Rodzina nadal próbowała utrzymywać kontakt z więźniem. Pomagały w tym grypsy i paczki. Wiadomości ukrywano w niezwykły sposób, między innymi w podwójnych dnach naczyń i wewnątrz produktów spożywczych. Dla osadzonego każda kartka była łącznikiem ze światem. Dla rodziny – dowodem, że bliski wciąż żyje.

Jednocześnie trwało śledztwo. Niemcy rozpracowywali kolejne środowiska konspiracyjne, a zamojscy więźniowie stopniowo stawali się częścią wielkiej machiny niemieckiego systemu represji. Następnym etapem miały być już obozy.

Droga do Auschwitz

Jesienią 1942 roku zapadła decyzja, która przesądziła o dalszym losie Edwarda Harczuka. 20 października 1942 roku z więzienia na Zamku w Lublinie wywieziono do KL Auschwitz transport 66 mężczyzn, oznaczony numerami od 68772 do 68837. Wśród deportowanych znaleźli się członkowie ZWZ-AK Obwodu Zamojskiego aresztowani w związku ze zdradą „Wismana”. W tym transporcie znalazł się również Edward Harczuk.

W obozie otrzymał numer 68792.

Od tej chwili dla niemieckiego systemu był przede wszystkim numerem. Numer miał zastąpić imię, nazwisko i całą dotychczasową historię człowieka.

Ale za numerem 68792 krył się przecież ktoś, kto zaledwie kilka miesięcy wcześniej był komendantem konspiracyjnego Zamościa, człowiek, który przed wojną pracował w Urzędzie Skarbowym,  student KUL, mąż, ojciec, porucznik rezerwy, „Marek”.

„Był w dobrej formie psychicznej”

Jedno z najważniejszych świadectw dotyczących ostatnich tygodni życia Edwarda Harczuka pozostawił Wacław Maliszewski, który zetknął się z nim w Auschwitz. Po latach zapamiętał, że „Marek” był w dobrej formie psychicznej, choć fizycznie był już osłabiony. Harczuk miał nadzieję. Wydawało mu się, że najgorsze już przeżył. Przetrwał aresztowanie. Przeszedł przez brutalne śledztwo. Przeżył więzienie i transport. Teraz znalazł się w obozie. Paradoksalnie dostrzegał nawet pewne oznaki, które dawały mu nadzieję na przetrwanie. Otrzymał dobry sweter, przydzielono mu stosunkowo niezłą pracę i umieszczono na jednym z lepszych bloków. W normalnym świecie byłyby to drobiazgi. W Auschwitz mogły znaczyć bardzo wiele. Edward Harczuk wierzył, że ma szansę. Nie wiedział, że pozostało mu już niewiele czasu.

„Z Polską na ustach idę na śmierć”

25 listopada 1942 roku Edward Harczuk został zamordowany. Zachował się opis, jak więźniowie, w tym Harczuk, idą pod ścianę śmierci, śpiewając hymn Polski i inne patriotyczne pieśni.

W chwili śmierci miał zaledwie 34 lata.

Nie doczekał końca wojny. Nie zobaczył ponownie swojej rodziny. Nie zobaczył córki dorastającej bez ojca.

Prochy Edwarda Harczuka na zawsze pozostały na terenie niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz.

W Zamościu ma dwa symboliczne groby: na cmentarzu przy ulicy Peowiaków (tablica na grobie, gdzie spoczywa jego żona Jadwiga) oraz na Rotundzie (kamień pamiątkowy z nazwiskiem Edwarda Harczuka wmurowany w ścianę zewnętrzną budowli).

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo