Wszystko zaczęło się w mrocznych podziemiach zamojskiej katedry, gdzie przed laty rosyjscy oficerowie, szukając kosztowności, odważyli się naruszyć spokój zmarłych członków rodu Zamoyskich. Według przekazów ich celem stała się trumna jednej z ordynatowych, w której znaleźli tajemnicze, zalakowane naczynie. Jeden z żołnierzy, licząc na ukryte wewnątrz złoto, rozbił pojemnik szablą. Zamiast kruszcu, ze środka z ogromną siłą wytrysnęła gęsta, zakonserwowana ciecz, która obryzgała mundury napastników. Przerażony oficer, na którego spadła większość substancji, zmarł niedługo potem w męczarniach, a jego ciało spoczęło na zamojskim cmentarzu prawosławnym.
reklama
Jak głosi legenda, od tamtej pory nekropolia stała się sceną zjawisk, których nie potrafią wyjaśnić nawet najwięksi racjonaliści. Mieszkańcy Zamościa i poszukiwacze przygód wspominają o tajemniczej postaci kobiety, która wyłania się z mgły tuż przy starych, cyrylickich inskrypcjach. Sylwetka ma przechadzać się w milczeniu między grobami dawnych urzędników carskich, jakby pilnowała, by sprawca profanacji nigdy nie zaznał spokoju. Niektórzy twierdzą, że to sama ordynatowa opuściła katedralne krypty, by osobiście wymierzać sprawiedliwość zza grobu.
Atmosfera tego miejsca tylko potęguje lęk .Zdziczałe krzewy, bluszcz pożerający kamienne nagrobki i charakterystyczne, pochylone krzyże tworzą scenerię jak z klasycznego horroru. To właśnie tutaj, w cieniu zapomnianych grobowców, legenda o przeklętej zemście staje się namacalna.
reklama
Choć historycy podchodzą do tych opowieści z wielkim dystansem, nocne spotkania z nieuchwytną zjawą sprawiają, że cmentarz prawosławny pozostaje jednym z najchętniej omijanych po zmroku punktów na mapie regionu.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.