Co ciekawe, samej idei gry w golfa na terenie historycznych obwarowań nikt nie kwestionuje. Służby konserwatorskie mają jednak poważne zastrzeżenia do niektórych elementów infrastruktury, które pojawiły się na bastionie. Klub został wezwany do przygotowania pełnej, szczegółowej dokumentacji oraz dopełnienia rygorystycznych uzgodnień. Dla pasjonatów oznacza to batalię z urzędniczą machiną.
Sukces czy kość niezgody?
Przez ostatnie lata pole golfowe na Bastionie III stało się stałym elementem krajobrazu Zamościa. Przewinęły się przez nie setki mieszkańców oraz turystów szukających nietuzinkowej rozrywki. Klub regularnie organizował tam turnieje, sportowe akademie dla dzieci, otwarte lekcje golfa oraz liczne wydarzenia, które miały udowodnić, że z zabytków można korzystać w sposób aktywny i nowoczesny. Teraz, w obliczu biurokratycznych schodów, przyszłość tych inicjatyw wisi na włosku.
Wielkie pytanie do zamościan: Muzeum czy życie?
Przedstawiciele Zamojskiego Klubu Golfowego postanowili nie załatwiać sprawy wyłącznie w gabinetach i głośno pytają o zdanie tych, dla których to miejsce tworzyli – mieszkańców Zamościa. Sprawa dotyka bowiem znacznie głębszego problemu dotyczącego filozofii zarządzania miastem:
- Czy bastiony powinny żyć i służyć ludziom, czy pozostać wyłącznie miejscem do oglądania? – pytają zamojscy golfiści.
Sprawa z pewnością podzieli Zamościan. Z jednej strony stoją obrońcy nienaruszonej tkanki historycznej i surowego wyglądu zabytków, z drugiej są zwolennicy teorii, że historyczne mury bez ludzi stają się martwą, nudną dekoracją. Do którego obozu jest Wam bliżej? Czy urzędnicy powinni ułatwić golfistom legalizację infrastruktury, czy wręcz przeciwnie – nakazać im spakowanie kijów?
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.