Niemiecka rakieta V-2, czyli Vergeltungswaffe 2 (Broń Odwetu nr 2), zapisała się w historii jako jedno z najbardziej przerażających i zaawansowanych technologicznie osiągnięć konstrukcyjnych III Rzeszy. Był to pierwszy w historii ludzkości udany bojowy pocisk balistyczny, który potrafił wzbić się w przestrzeń kosmiczną, zanim z ogromną, naddźwiękową prędkością uderzał w cel. Adolf Hitler i niemieckie dowództwo pokładali w tym projekcie gigantyczne nadzieje, nazywając go swoją „cudowną bronią” (Wunderwaffe). Miała ona w pojedynkę odwrócić losy przegrywanej przez Niemców wojny i rzucić aliancką Europę na kolana.
Pociski te, spadając bez żadnego ostrzeżenia na Londyn czy Antwerpię, siały totalne spustoszenie i paraliżujący strach, ponieważ w tamtym czasie nie istniała żadna metoda na ich przechwycenie czy zestrzelenie.
Obecność tej technologii na Zamojszczyźnie nie jest dziełem przypadku, lecz efektem wojennej strategii i determinacji polskiego podziemia. Początkowo Niemcy testowali swoją nową broń w tajnym ośrodku w Peenemünde nad Bałtykiem. Gdy jednak polski wywiad Armii Krajowej rozpracował ten obiekt, a alianckie bombowce zrównały go z ziemią, Hitler podjął decyzję o przeniesieniu poligonów doświadczalnych w głąb okupowanej Polski. Wybór padł między innymi na rejony Podkarpacia i Zamojszczyzny.
To właśnie nad tymi terenami w latach 1943–1944 Niemcy wystrzeliwali testowe rakiety, badając ich celność oraz zachowanie w powietrzu. Wiele z tych pocisków ze względu na błędy konstrukcyjne lub celowe sabotaże robotników przymusowych nie dolatywało do celu, eksplodowało w locie lub wbijało się głęboko w podmokłą, leśną ziemię Roztocza.
Trwające działania poszukiwawcze wywołują tak gigantyczną sensację w świecie historyków i archeologów. Na zaproszenie Fundacji Historyczne Roztocze, zespół pasjonatów, w skład którego weszli Sebastian Grabowiec oraz Mateusz Kwiatek, prowadzi zaawansowane prace ziemne w miejscu, gdzie według relacji i dokumentów miała rozbić się jedna z takich maszyn. Po ponad osiemdziesięciu latach od zakończenia globalnego konfliktu, w zamojskich lasach wciąż można odnaleźć materialne ślady tamtych wydarzeń.
Poszukiwacze, wyposażeni w specjalistyczne detektory głębinowe i ciężki sprzęt, po zaledwie kilku godzinach pracy zdołali natrafić na pierwsze, bezcenne fragmenty konstrukcyjne rakiety, które przez dekady spoczywały nietknięte pod grubą warstwą ziemi. Wielu badaczy zadaje sobie pytanie, jak wiele podobnych wojennych pamiątek może jeszcze skrywać polska ziemia. Szacuje się, że w trakcie trwania programu testowego na terenach wschodniej Polski odpalono setki takich pocisków. Choć po upadku każdej rakiety niemieckie oddziały specjalne natychmiast ruszały na miejsce katastrofy, aby skrupulatnie uprzątnąć i zabezpieczyć najtajniejsze elementy technologii przed okiem polskiego ruchu oporu, to w głębokich lejach poeksplozyjnych wciąż pozostawały tony rozrzuconego żelastwa. Elementy poszycia, fragmenty układów sterowania, a nawet potężne części silników rakietowych na płynne paliwo wciąż
Zamojskie lasy mogą skrywać jeszcze co najmniej kilkanaście takich zapomnianych stanowisk, które sukcesywnie będą przywracać pamięć o technologicznym obliczu II wojny światowej. Odkrywcy zapowiadają, że to dopiero początek i obiecują na bieżąco informować o kolejnych postępach z placu bojowych wykopalisk.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.