Początki młyna zbożowego nad rzeką Wieprz w Zamościu sięgają 1904 roku, kiedy z inicjatywy hrabiego Maurycego Zamoyskiego wzniesiono okazałą, trzykondygnacyjną konstrukcję z charakterystycznego lokalnego białego kamienia z ozdobnymi akcentami z czerwonej cegły. Prawdziwy przełom w działalności obiektu przyniósł okres po pierwszej wojnie światowej, gdy zabytek przeszedł w ręce prywatnych właścicieli.
Pod wodzą Jana Perety i Eligiusza Drożdżyka zakład rozwinął skrzydła na niespotykaną dotąd skalę, stając się największym przetwórcą zboża w całym województwie lubelskim i dostarczając cenioną mąkę na rynki krajowe oraz zagraniczne.
Co ciekawe wokół potężnego zakładu przemysłowego szybko narosły niesamowite opowieści, które do dziś żyją w pamięci starszych mieszkańców Szczebrzeszyna. Nieustanny, głośny szum maszyn pracujących na nocnych zmianach w połączeniu z bliskością nieprzewidywalnego i rwącego nurtu rzeki Wieprz stworzyły idealne warunki dla rozwoju ludowych podań o rzecznym lichu oraz tajemniczych zjawach kryjących się w nadbrzeżnych zaroślach. Według lokalnych wierzeń te nadprzyrodzone istoty miały towarzyszyć robotnikom podczas uciążliwej pracy po zmierzchu, co nadawało budynkowi aurę tajemniczości.
Nocna aktywność młyna miała też wymiar niezwykle praktyczny, ponieważ zanim miasto zyskało dostęp do nowoczesnej sieci energetycznej pod koniec lat trzydziestych, praca tutejszych urządzeń hydrotechnicznych pozwalała na generowanie prądu służącego do oświetlania miejskich ulic. Po trudniejszych dekadach powojennych i czasowym wyłączeniu z eksploatacji, niszczejący zabytek techniki zyskał szansę na przetrwanie dzięki interwencji mistrza młynarskiego Mieczysława Dubiela w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych. Po przeprowadzeniu niezbędnych prac modernizacyjnych i zastąpieniu tradycyjnego napędu wodnego energią elektryczną, w murach gmachu na nowo ruszyła produkcja.
Choć współcześnie urządzania przemysłowe już milczą, to obiekt wciąż zmaga się z potęgą natury. Nieustanne działanie bliskiej rzeki zmusiło w ostatnich latach służby hydrotechniczne do podjęcia poważnych kroków zabezpieczających i wzmacniających, ponieważ podmywane przez Wieprz historyczne fundamenty oraz przylegający mur oporowy wymagały natychmiastowego ratunku. Dawny ordynacki młyn przetrwał jednak te zmagania i do dzisiaj pilnuje rzecznego brzegu, fascynując poszukiwaczy historycznych zagadek z dreszczykiem.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.