18.5 C
Zamość
niedziela, 19 maja, 2024

Dariusz Osuch: Dwukrotny olimpijczyk z Biłgoraja. Poznaj jego historię

- Reklama -

Najnowsze

Dwukrotny olimpijczyk z Biłgoraja. To już trzydzieści lat temu
– Medale pamiątkowe oczywiście mam dalej, bo to było piąte i ósme miejsce. Zostały mi też stroje olimpijskie. Z Barcelony mam chyba już tylko bluzę narodową, ale z Atlanty mam kompletny strój – mówi nam Dariusz Osuch z Biłgoraja, ciężarowiec i dwukrotny uczestnik Igrzysk Olimpijskich.

1
Takich mieszkańców powiatu biłgorajskiego, jak pan, można policzyć na palcach jednej ręki.

Może rzeczywiście i tak, ale żeby ktoś to jeszcze doceniał? (śmiech). To się nie przełożyło nie tyle na jakieś tam gratyfikacje, czy nagrody, ale bardziej chodzi o jakieś ludzkie podejście.

Rozmawiamy, bo mija dokładnie 30 lat od pierwszego startu na Igrzyskach Olimpijskich. Lata uciekają i nawet nikt się nie może zbliżyć do takich osiągnięć.

Ciężko jest teraz w tej naszej dyscyplinie, żeby cokolwiek podobnego zrobić. Nie wiem, z czego się to bierze. Wydaje mi się, że jest coraz mniej chętnych do trenowania, bo teraz młodzież woli bardziej  internet, komputery i inny tryb życia. Inaczej do sportu się teraz podchodzi niż za moich czasów. Ale może z czasem wyrośnie jakiś kolejny olimpijczyk z Biłgoraja.

Był 1992 rok i Olimpiada w Barcelonie. Nie był pan zaskoczony, że wystartuje w najważniejszej imprezie sportowej na świecie?

O moim starcie na Igrzyskach decydowały eliminacje. Na koniec zostało nas osiemnastu. Z czego tylko dziesięciu mogło pojechać, a do Barcelony i tak pojechało dziewięciu zawodników. A ja na sprawdzianie dopiero w ostatnim tygodniu, gdzie trzeba było uzyskać to minimum, to je zaliczyłem. Nie tylko było to minimum wyznaczone przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski, ile przez Polski Związek Podnoszenia Ciężarów. Do ostatniej chwili się to decydowało, bo a to miałem rwanie dobre, to podrzut był słabiutki, albo na odwrót. I chyba dziesięć dni przed wyjazdem uzyskałem to krajowe minimum.

Cztery lata później Igrzyska Olimpijskie w Atlancie i znowu pan startował. I też było tak nerwowo?

Wtedy byłem pewny wyjazdu. Może głośno nikt tego nie mówił, ale po cichu liczyliśmy z trenerem Smalcerzem na medal. Niestety było tylko ósme miejsce, ale to wszystko ze względu na kontuzję, której się nabawiłem. Był taki doktor Ściński, który później chyba nawet pracował z kadrą piłkarzy. Zrobił mi zastrzyk, taką blokadę w kręgosłup i niestety czucie mięśniowe już nie było to samo. Obniżaliśmy ciężar, ile się tylko dało. I tak dobrze, że udało mi się zaliczyć jedno podejście w podrzucie, żeby zająć to ósme miejsce.

Z powrotem
- Reklama -
Otrzymuj powiadomienia
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
- Reklama -

Popularne

Zobacz także

- Reklama -